Nadwizja w coachingu

11/26/2011

Nadwizja w coachingu

Kilka dni temu byłem uczestnikiem superwizji. Polegało To na tym, że jako coach prowadziłem sesję z moją koleżanką (klientem), podczas gdy inni coachowie oraz nasza superwizorka słuchali i oceniali. Było to trudne, bardzo stresujące, wymagające ogromnego wysiłku i… chcę jeszcze! Po Sesji dostałem informację zwrotną od klientki (wykształconego, widzącego wiele aspektów mojej pracy coacha), informacje zwrotne od moich czterech koleżanek (pań, z których każda ma kilkusetgodzinny staż coachingowy) i obszerną opinię od superwizorki. Nie będę zanudzać czytelnika szczegółami, powiem tylko tyle, że zobaczyłem rzeczy, których nie widziałem i nigdy bym nie zobaczył w zwykłym lustrze codziennej sesji. Miałem chwilę tego, co terapeuci nazywają wglądem i kilka razy powtórzyłem w duchu: „Teraz rozumiem, co robię i skąd się to bierze!” Dzięki tej superwizji dużo lepiej zobaczyłem swoje mocne strony, a także obszary, nad którymi muszę popracować. Było to dla mnie bardzo ważne wydarzenie jeśli chodzi o samorozwój – jakbym przeczytał kilka mądrych książek – na dodatek o sobie 🙂

Jestem coachem od kilku lat. Do wejścia na tę drogę zawodową przekonała mnie – między innymi – wiadomość, że w coachingu jest… superwizja! Jestem, od niemal dwudziestu lat, trenerem biznesu, szkolę, uczę, prowadzę warsztaty. Wiele razy uczyłem się od innych i uczyłem innych. Jednak, co jakiś czas, znajdowałem się w takich sytuacjach, w których marzyłem, by być pod superwizją (jak to nazywają terapeuci) kogoś, kto wie więcej i z kim mógłbym przepracować pojawiające się trudne sytuacje. A zatem tuż po zakończeniu pierwszego szkolenia z prawdziwego, takiego przez wielkie „c”, coachingu, zacząłem poszukiwać wsparcia u innych. Początkowo Były to po prostu rozmowy z osobami, które skończyły to samo szkolenie. Bezcenne było dla mnie słuchanie opowiadań, o tym, jak pracują inni, wymienianie się doświadczeniami, przypominanie sobie technik i metod poznanych na szkoleniu. Do tego sesje wzajemnego coachingu. Takie działania – będące właściwie powtórzeniem i wdrożeniem elementów szkoleniowych do mojej pracy w roli coacha – były niezwykle cenne.

Następnie nadszedł czas, w którym korzystałem z mentoringu – szukałem podpowiedzi, wskazówek i rad doświadczonych coachów.

Nabierając doświadczenia, chętniej wypływałem na głębsze wody coachingu. Eksperymentowałem z różnymi metodami. Zaczęły się pojawiać bardziej skomplikowane sytuacje, cięższe sesje, trudne pytania: czy dobrze to robię, czy tak należało postąpić… Odpowiedzi na nie szukałem na sesjach kontynuowanego przeze mnie mentoringu, ale też na warsztatach grupowej interwizji i superwizji – czyli w miejscach, w których coach może w sposób bezpieczny przedstawić trudny dla siebie przypadek (interwizja), omówić go, przepracować za pomocą innych metod (np. Coachingowych, ustawieniowych, bywa, że zaczerpniętych wprost z psychoterapii) oraz jako coach poprowadzić obserwowaną przez innych sesję z osobą z grupy. Takie działanie ma na celu uzyskanie informacji zwrotnej.

Te praktyki spełniają w mojej pracy coacha kilka funkcji. Przede Wszystkim są to wskazówki dotyczące własnego rozwoju – co jeszcze mogę zmienić ulepszyć, poprawić. Są to także ważne dla mnie informacje o „rafach i mieliznach” w moim umyśle. Czyli odpowiedź na pytania: gdzie są miejsca, w których być może coś z moich doświadczeń, z mojego życia przenoszę w niewłaściwy sposób na klienta, jak temu zaradzić, jak uważnie tym „zarządzać” Taka superwizja daje mi również świadomość swoich ograniczeń – gdzie może mi być ciężko, z jakim klientem, w jakich sytuacjach i czy chcę podjąć ten wysiłek. A czasem informacja zwrotna podczas superwizji daje mi pewność, że to, co robię, robię dobrze.

Innymi słowy – superwizja to dla mnie „nadwizja” stałe poszerzanie pola świadomości, jakim coachem jestem.

I tego wszystkim Koleżankom i Kolegom Coachom życzę.

Piotr Ławacz, Lider ICF Gdańsk
Admin
About admin