Coaching między życiem prywatnym, a zawodowym. Gdzie jest granica?

11/26/2011

Coaching między życiem prywatnym, a zawodowym. Gdzie jest granica?

KTO? (Coachee/Klient/Podopieczny)
Mężczyzna, lat ok. 47. Prezes Zarządu i udziałowiec Spółki Akcyjnej wchodzącej w skład dużego holdingu. Człowiek sukcesu zawodowego i finansowego.
CO?
Pojawia się pytanie: „Gdzie tu miejsce dla coacha?”

Takie pytanie padło także na pierwszym spotkaniu Coacha z Coachee. Zanotowane odpowiedzi (AUTO-motywacja Klienta?).
1. Po kilkunastu latach działania w tej samej branży potrzebuje czegoś nowego;
2. Zamierza wycofać swoje udziały z firmy i zacząć coś innego;
3. Rozważa możliwość pokierowania firmą średniej wielkości na zupełnie dla niego nowym rynku;
4. Jest świadom swoich wad, jako szef – wymienia głównie te związane z zarządzaniem czasem oraz organizacją własnego warsztatu pracy. Wie, że przez wiele lat pracując z tym samym zespołem, jego wady i niedociągnięcia w tym zakresie są tolerowane, a nawet tuszowane przed otoczeniem.
5. Wie, że przechodząc do zupełnie nowego środowiska pracy i nowych ludzi będzie bacznie obserwowany i wszystkie niedomogi wyjdą na jaw. Zburzą jego dobry wizerunek i samopoczucie.
6. On sam, postrzega siebie, jako ambitnego perfekcjonistę. Dlatego, wspólnie z coachem, chciałby nad sobą popracować.
Uwaga: ani razu wśród wspólnie definiowanych celów coachingu nie wymienia się aspektów
życia prywatnego.
W trakcie kolejnych spotkań coachingowych okazuje się, że klient poza uświadomionymi brakami, ma także wiele innych „obszarów do rozwoju” – głównie dotyczących miękkich umiejętności związanych z zarządzaniem ludźmi (aktywne słuchanie, feedback dla zespołu, rozwój potencjału najbliższych współpracowników, gadulstwo – „czas antenowy” na spotkaniach w dużej mierze wypełniony jest przez szefa itd…).
Coachee nie broni się przed taką informacją zwrotną od coacha. Wręcz przeciwnie. Wielokrotnie podkreśla fakt, iż jest to tak różne od nie rozwijającego klakierstwa chętnie uprawianego przez firmowych zauszników.
Dlatego, łatwo zgadza się, aby wspólna praca z Coachem dotyczyła także tych zagadnień. AUTO-motywacja Klienta do zmiany, a tym samym do rozwoju, okazuje się bardzo wysoka.
Tylko 1 raz w ciągu 3 pierwszych miesięcy coachingu przekładany jest termin spotkania z Coachem. Trochę gorzej jest z konsekwencją w realizacją „zobowiązań”, jakimi są ćwiczenia nowych nawyków czy umiejętności pomiędzy sesjami (wszak, do tej pory, to Klient „przepytywał” innych z realizacji ustalonych zadań). Ale, po feedbacku od coacha i to się poprawia.
JAK i KIEDY
pojawia się pytanie o granice pomiędzy zawodowym i prywatnym coachingiem?
Ku zaskoczeniu Coacha (czyli mojemu), w swoich relacjach z „ćwiczenia” nowych umiejętności i nawyków Klient sam chętnie opisuje je w kontekście życia pozazawodowego (relacje w rodzinie i z przyjaciółmi).
Wiele razy podkreśla, że nowy sposób postrzegania zjawisk i jego inne zachowania zmieniają jakość tych relacji. Opowiada o tym z entuzjazmem i wyraźnie cieszy się!
Coraz częściej do rozmowy z Coachem sam wplata informacje dotyczące życia prywatnego. Kiedy pytam o jego ocenę postępów coachingu (sama bowiem należę do osób dość niecierpliwych w oczekiwaniu na rezultaty) – definiując to, co mu się udało osiągnąć odnosi w dużej części do spraw prywatnych. Np. opisuje, jak rodzina widząc zmianę w jego postępowaniu bierze ją np. za wpływ „przedświątecznej” atmosfery, podczas, gdy on sam wie, że to efekt jego świadomych i kontrolowanych wysiłków.
Zazwyczaj łatwiej zdobyć się na odwagę w wypróbowywaniu „nowego siebie” w gronie osób życzliwych. Może dlatego, to nad czym pracujemy, sam Podopieczny uważa za umiejętności odnoszące się nie tylko do życia zawodowego.
Określa je mianem „ludzkich przymiotów, a nie tylko menedżerskich narzędzi”. Jego zdaniem, umiejętności które rozwija, przenikają się i są przydatne w obu tych obszarach. Mówi sam: ”Jestem teraz o wiele lepszym człowiekiem, myślę więc, że i menedżerem”. Nic dodać nic ująć. Sama tak myślę, więc tym bardziej cieszę się, gdy całość tak definiuje mój Podpieczny.
Praca z tym menedżerem nadal trwa. Kontrakt zakłada wspólną pracę do czasu, kiedy to Prezes definitywnie rozstaje się z firmą.
Przygotowując się do tej prezentacji postanowiłam wprost zapytać mojego Coachee o opinię:
”Czy jest granica pomiędzy coachingiem prywatnym, a zawodowym, a jeśli tak, gdzie przebiega?”
Oto co usłyszałam:
”Pani Grażyno. Według mnie, Przywódca powinien być charyzmatyczny! Nie można być charyzmatycznym, nie będąc autentycznym!. Człowiek autentyczny nie buduje granicy pomiędzy sferą życia zawodowego i prywatnego, one się przenikają. Tylko wtedy można być spójnym! Nie można być złym człowiekiem i bardzo dobrym szefem. Szczególnie w tych czasach, kiedy menedżer pracuje z ludźmi z „pokolenia JA”, a rynek pracy jest coraz częściej rynkiem pracownika, a nie pracodawcy.”
CO JA?
Myślę i czuję, że tytułowa „granica” JEST i jednocześnie jej NIE MA!
JEST – w sferze mentalnej, zaś realnie – jej NIE MA.
Dlaczego?
Coaching menedżerski zawsze dotyka sfery życia prywatnego, nawet jeśli formalnie takie założenie nie pada podczas sesji wprowadzającej.
Nie można bowiem założyć, że menedżer, który nauczył się w ramach coachingu „aktywnie słuchać” lub umiejętniej dawać feedback będzie tę umiejętności wykorzystywał w godzinach 8-18, a potem o nich zapomina. One często nieświadomie wykorzystywane są poza tą porą.Podnoszą tym samym komfort życia prywatnego menedżera, a nie tylko zawodowego!
Kiedy zatem pojawia się granica MENTALNA?
Graniczny mur budują lub rozbierają wspólnie: Coach i Coachee. I to od 1 do ostatniej sesji. Budują go razem z: nieufności, władzy, strachu, pośpiechu, braku poczucia własnej wartości, z pychy, nieszczerości ..itd” Rozbierają go z odwrotności wcześniej wymienionych działań, poprzez: atmosferę spotkań coachingowych, okazywanie sobie nawzajem zaufania, uwagi, wiary, szacunku, partnerstwa…itd.”
CO INNI?
Przypadek tego coachingu i zaproszenie do dyskusji na Learning Forum zachęciło mnie do szukaniajakiegoś dobrego MODELU zachowania Coacha.
Jakie „Słowo” najlepiej zdefiniowałoby optymalną ROLĘ Coacha kadry zarządzającej?
Zupełnie niespodziewanie, ale wierzę, że nieprzypadkowo, natrafiłam na ciekawą podpowiedź w czytanej właśnie powieści Elizabeth Gilbert. Na str. 302 – 305 autorka pisze:
”ANTEWASIN” – to sanskryckie słowo; dosłownie tłumaczone – oznacza: ”ten, który żyje na granicy”.
”ANTEWASIN” – to ktoś pomiędzy, CZŁOWIEK POGRANICZA!
„Ludzie (klienci Coacha) wybierają różne ścieżki, proste, kręte, zgodne ze swoim usposobieniem, w zależności od tego, którą uznają za najlepszą i najbardziej odpowiednią”.
W sensie metaforycznym, granica” więc stale się przesuwa. Musisz więc (Coachu) podróżować z niewielkim bagażem, żeby za nią nadążyć. Musisz być zawsze GOTOWY, RUCHLIWY i GIBKI.” Dalej autorka dodaje kolejne dwa, ważne dla CZŁOWIEKA POGRANICZA, słowa: ”Szczerość i ”Elastyczność – równie ważna, jak dyscyplina (reguły coachingu?)”.
CZY i GDZIE wyznaczana lub znoszona jest „granica” pomiędzy coachingiem prywatnym, a zawodowym
…..zależy wiec wyłącznie od Coachee i Coacha.
Tyle JA i INNI.
A TY, CO MYŚLISZ i CZUJESZ?

Grażyna Nowak – Executive Coach
W W
About admin